piątek, 24 marca 2017

[WS] Ja to ich nawet lubię... Ale!

Nic nie drażni mnie w policji tak bardzo, jak nadużywanie władzy i jednoczesne kolesiostwo i totalny rozpierdziel,
Wracam sobie wczoraj wieczorem, gdzieś po 20. Czekam na autobus. Niedaleko dość duże skrzyżowanie, zatem uzbrojone zostało w sygnalizację świetlną. Problem jest taki, że przez drogę jeżdżą także tramwaje, przez co światła są ustawione przede wszystkim pod to, żeby usprawnić komunikację syznową. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu tak powinno być w miastach, które nastawiają się na transport zbiorowy.

I tutaj przechodzę do sedna. Wieczór, ruch na mieście się uspokaja, korków brak. Jadą dumni młodzi posterunkowi (tak, jechali tak powoli, że widać było pagony). Niestety panowie policjanci cechowali się też dwiema innymi wadami. Pierwsza to niecierpliwość, a druga- chamstwo.

Dojeżdżając do skrzyżowania, na którym chcieli przejechać prosto, nasi dzielni obrońcy prawa i moralności zauważyli, że światło wciąż czerwone. Wiadomo przecież, że nie będą czekać jadąc radiowozem. Zrobili zatem to, co (w ich głowach) im wolno- włączyli sygnały świetlne, przejechali sobie na czerwonym, pi kilkudziesięciu metrach wyłączyli i pomknęli dumni w świat.

Z roku na rok policja (wg ich statystyk) cieszy się coraz większym szacunkiem i zaufaniem społecznym. Być może coś w tym jest, ale na szacunek pracują wszyscy. Od tępych posterunkowych, którzy dostali mundur i myślą, że są panami świata, po najwyżej postawionych oficerów, którzy są tylko po to, żeby pilnować tych niżej. Niestety, jak widać, nieudolnie.

Powstaje zatem pytanie- czym taki krawężnik różni się od zwykłego dresa? Jeden i drugi w dupie ma prawo. Obaj robią, co im się podoba. Różnica jest taka, że niebieski nie dostanie za to mandatu, bo kto ma mu go wypisać? Skarga na policjanta? No i co? Kumpel mu da mandat?

No i właśnie...
Bywajcie!

wtorek, 14 marca 2017

[WS] Apple, ateizm i rowerzyści

Zanim ktokolwiek zacznie na mnie pluć, przeczytajcie chociaż do końca, bo dawno nie miałem tak ciekawego, a jednocześnie trafnego porównania.

Dosłownie kilka godzin temu wróciłem do mieszkania. Zwykle jeżdżę inną trasą, ale tym razem wybrałem dłuższą. Ot tak, po prostu nie chciało mi się czekać kilka minut na autobus. Teoretycznie straciłem przez to więcej czasu, bo musiałem dłużej jechać. Ale dzięki temu miałem okazję trafić na pizdorowerzystę.

Co rozumiem przez to pojęcie? A no sprawa jest prosta. W każdej grupie społecznej są osobnicy, których podzieliłem sobie na trzy grupy. Pierwsza z nich, to zwykli ludzie, którzy się nie wychylają w żadną ze stron. Po prostu są, jeżdżą na rowerze, czy coś tam innego sobie robią i im z tym dobrze. Druga to świeżaki (nie mylić z chińskimi zabawkami z Biedro). W skrócie są to ludzie, których jara posiadanie roweru i obnoszą się z tym wszem i wobec, bo są pro, eko, czy cokolwiek innego, co aktualnie jest trendy. Z czasem trafiają do grupy pierwszej, lub trzeciej...

No i właśnie. Trzecią grupę określam mianem zaczerpniętym z Czarnych Owiec- pizdo(coś). Np. pizdoapple'owcy. Tłumacząc z owczego na polski, chodzi o to, że są to osobniki szkodzące dwóm pozostałym grupom, a w dalszym rozrachunku, także innym społecznościom. Dlaczego? A no powodów jest kilka. Pierwszy (i, moim zdaniem, najpowszechniejszy), to poczucie wyższości. Bo kupiło się iPhone'a. Nieważne, że poza systemem telefon nie oferuje nic (nawet wejścia na słuchawki), ale jest drogi. Stać mnie, więc jestem lepszy od wszystkich innych. No właśnie sęk w tym, że zwykle albo jest to kasa rodziców.

Spotkałem się z wieloma osobami, które po prostu zapracowały na telefon (serio, są tacy!) i nie szczycą się tym, że mają najnowszego iPhone'a, czy cokolwiek innego. Po prostu tego używają zgodnie z przeznaczeniem. W skrócie- jest to grupa pierwsza (szaraki). I bardzo dobrze. Nie szkodzą sobie i innym, a przede wszystkim marce.

Skąd jednak w temacie ateizm i rowerzyści? Skupię się na tych pierwszych. Ateistów podzieliłem również na trzy powyższe grupy. Pierwsi po prostu są ateistami i mają gdzieś, czy ktoś wierzy, czy nie. Nie "nawracają" na niewiarę, bo i po co? Drudzy mają różnie. Zwykle twierdzą, że niewierzenie jest fajne, bo można pluć na innych, przez co stają się pizdoateistami. Ci są najgorsi... "Moja niewiara jest mocniejsza, niż twoja wiara!", tylko w jakich jednostkach zmierzyć niewierzenie?

A rowerzyści? Od nich dzisiaj zacząłem i nimi podsumuję. Mianowicie, wysiadłem sobie z autobusu, czekam kulturalnie przy przejściu. Świeciło czerwone światło, a nie zwykłem rzucać się pod samochody. Jakież było moje zdziwienie, gdy nagle usłyszałem trąbienie, a przed twarzą przejechał mi jakiś idiota na rowerze? Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ten idiota miał słuchawki w uszach, kaptur na pustym łbie, kierownicę puszczoną luzem, a w łapach telefon. I zasuwa sobie po drodze z ograniczeniem do (bodaj) 70. Długi czas zastanawiałem się, jak można go kulturalnie określić, ale uznałem, że nie ma potrzeby. Tak, czy siak przez taką łajzę, inni muszą uważać, żeby go nie trzepnąć. Niestety dobór naturalny działa coraz słabiej...

Podsumuję sobie, a co! Nie bądźcie pizdami. Żyjecie w społeczeństwie, w którym (nawet, jeśli tego nie widać) jesteśmy od siebie wzajemnie zależni. Dlatego zwracajcie uwagę na to, że inni też są dookoła. To tak dla rowerzystów. A dla "fanbojuf ejpla"- strasznie mi wszystko jedno, że jabłko jest takie cudowne. Mogłem już kilka razy kupić iPhone'a, ale po co? Żeby go wymienić, jak wyjdzie nowa wersja? Do tego korzystam z aplikacji, których zwyczajnie nie ma. System jest spoko, owszem. Ale czy coś poza tym?

Cóż.. Komentarze są do waszej dyspozycji. Bywajcie!